sobota, 28 marca 2015

Informacyjnie...

Z początku wielkie PRZEPRASZAM. Nie zamierzałam porzucać bloga. A to właśnie zrobiłam. Chciałam odpocząć, przestawić się na tryb nowej szkoły, nauczyć planować czas od nowa. Potem miałam wrócić. Ale nie zrobiłam tego, za co jest mi naprawdę wstyd. Zanim cokolwiek wstawię, usuwam wszystkie rozdziały. Główna historia będzie napisana od nowa. Zostawiam tylko jednorazówki. Rozdziały zostaną poprawione i wstawiane od nowa. Cudów nie radzę się spodziewać, jeśli chodzi o czas, ale postaram się to zrobić w miarę szybko.
To tyle, zakończyłam swoją małą wypowiedź. W ciągu godziny zrobię porządek z tym blogiem.
Z pozdrowieniami dla tych, którzy jeszcze nie zapomnieli o tym opowiadaniu,
Mishi

czwartek, 12 czerwca 2014

"Prawda" - czyli moje życie w jednym tekście literackim

Nie będę przepraszać. Nie widzę w tym sensu, bo wiem, że to i tak na nic nie wpływa. Mam tylko nadzieję, że gdy przeczytacie poniższy tekst, zrozumiecie, że w ostatnim czasie nie miałam głowy do niczego.

„Prawda”

Muzyka wiele mówi o człowieku, który jej słucha. Dzięki niej można rozpoznać nastrój osoby w danej chwili. Wystarczy posłuchać.
Oznacza to, że jeśli jestem smutna, słucham samych smutnych piosenek, kiedy jestem szczęśliwa - pop, rock n'roll, ogólnie The Beatles i Elvis Preasley, kiedy jest mi źle bez żadnego konkretnego powodu - rap, kiedy świruje - disco polo, kiedy mnie ktoś zdenerwuje - metal i rock, a ostatnio cały czas słucham heavy metalu i to naprawdę mocnego.
Po prostu muzyka to dla mnie ucieczka od świata. Kiedy nie wyjdę ze swojego pokoju, kłócę się z kimś. To po prostu straszne, kiedy ledwie żywa z wyczerpania po zajęciach mam ochotę wracać do domu na piechotę tylko po to, aby mniej czasu w nim spędzić. Czasami zastanawiam się, czy to jest normalne? Że takie relacje panują w moim rodzinnym domu. Przecież tam powinna panować atmosfera miłości, życzliwości i ciepła. A jak jest? Zupełnie na odwrót.
Co mnie tak wkurwia w ostatnim czasie? Proste pytanie to i prosta odpowiedź. Rodzice, przedstawienie pt. „Kochająca się rodzina bez problemów”, to że wszyscy myślą, że jestem idiotką i nic nie umiem zrobić bez powtórzenia mi tego 10 razy w ciągu 1 minuty i ogólnie ludzie.
To, że mam ochotę przejechać sobie po ręce parę razy scyzorykiem nie oznacza, że chcę się zabić. Chcę po prostu zasnąć i obudzić się wtedy, kiedy w końcu będzie spokojnie, mam dość grania, że moje życie jest całkiem niezłe, podczas gdy jest fatalne. Gram tą sztukę od ładnych paru lat i mam dość. Ale czy ktoś to wie? Czy ktoś to dostrzegł? Ktoś przejrzał którąś z moich codziennych masek? Tak, mam ich wiele. Wspaniałej przyjaciółki, przykładnej uczennicy, zaangażowanej wolontariuszki, robię za psychologa wszystkich znajomych. Do tego maska, którą zakładam zawsze, gdy są goście w naszym domu. Przykładna, kochająca córka. Po prostu wzór. Nikogo nie obchodzi to, że w międzyczasie zgubiłam siebie. Gdzieś na tej drodze, którą przeszłam zostało prawdziwe JA. Trudno jest znaleźć siebie. Mnie wydaje się to wręcz niemożliwe. Przeżyłam tyle lat. Wiele z nich grając przed każdym kogoś innego.
A wiecie, co jest w tym najgorsze? Moja rola psychologa. Maska obojętności i niewzruszenia na wszystkie problemy świata. Jak to mówią, nic mnie nie rusza, więc zawsze umiem pomóc. Szkoda tylko, że nie sobie. Tak. Sobie nie potrafię pomóc.
Nie, nie płaczę. Nie ma po co. Jaki byłby w tym sens? Płacz to żadne rozwiązanie. Tylko okazujemy swoją słabość. Pokazujemy, że świat ma na nas wielki wpływ, a my wcale nie mamy go gdzieś. Nie mówię o ludziach, którzy oceniają mnie wcale mnie nie znając. Ja mówię o tych, którzy powinni się zorientować, że coś jest ze mną nie tak. Niektórych znam całe życie, ale nawet oni nie pamiętają mnie prawdziwej. Przez to zastanawiam się czasem, kiedy tak naprawdę zaczęłam udawać. Kiedy zaczęłam traktować świat jak jedną scenę, a życie jako spektakl? Nie wiem, nie pamiętam. Kiedy ostatni raz mój uśmiech był szczery?
Myślę, że słucham heavy metalu, ponieważ mój smutek i samotność przerodziły się w gniew. Gniew skierowany na nie wiadomo co. Może na nic? Że nic się nie dzieje, aby zmienić moje życie?
Chciałabym zatańczyć Tango Argentino. Smutne i takie jak w tej chwili moje życie. Pełne różnych póz z partnerem, ale nie scalone całkowicie. Byłabym w nim samotna i nieszczęśliwa. Nie żałowałabym swoich czynów. W końcu – nic mnie nie rusza. Często mówię, że nie mam sumienia. Już go po prostu nie potrzebowałam, nie widziałam sensu, dlaczego ma istnieć, skoro nic się nie zmienia. Wykorzystuję ten fakt. Jak wszystko inne w mojej egzystencji. Jestem okrutną manipulatorką, która zawsze dostaje to, czego chce.
Lubię perswazję. Potrafię czytać o niej w nieskończoność. W końcu sztuka perswazji to podstawa manipulacji. Co z tego, jeśli ktoś mnie na niej przyłapie. Wszystkie rozmowy to manipulacja. Tylko czasem nieświadoma. Czyż nie próbujemy przekonać ludzi do własnego zdania? Tyle jest opinii na świecie, ile ludzi. Więc manipulację możemy zarzucić każdemu. W takim razie, czym mam się przejmować?
Kocham taniec. To czynność, w której zatracam się, jeśli tylko mam okazję. W tańcu można wyrazić samego siebie. Nie ma żadnych barier, tylko wolność. W tańcu można poczuć się ptakiem. Ptakiem całkowicie wolnym, którego nie obowiązują żadne zasady. Może latać w nieskończoność. Może tak przeżyć swoje życie, jak tylko ma ochotę. Tak czuję się, gdy stawiam kolejne kroki w rytm piosenki płynącej z głośników lub z głębi mojej duszy.
A teraz? Jak jest teraz? Znów udaję, gram „prawdziwą” siebie. Czasem zastanawiam się, czy na co dzień nie udaję już przed samą sobą. I czasem dochodzę do wniosku, że tak pogubiłam się we własnym życiu, że odgrywam przedstawienie dla samej siebie.
---------------------------
To taki skrót tego, co działo się wewnątrz mnie przez ostatni czas. Teraz jest lepiej i pisze rozdział. I to jaki! Dowiecie się w nim, jaką niespodziankę ma Carlos dla Mel. No to, do zobaczenia przy kolejnej notce.
Mishi